Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soul. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lipca 2014

Heavy with rhythm

The Heavy to zespół, który lubi namieszać. Jak prawdziwi szefowie kuchni nie boją się mieszać smaków, w tym wypadku stylów muzycznych. Jest rock, jest indie, rap, soul, funk... w sumie jeszcze trochę by mi zeszło z wymienianiem. Jednak to co chyba lubię najbardziej to to, że ich muzyka przypomina soundtracki filmów blaxploitation. Dlatego pewnie z taką łatwością zyskali popularność. Niektórzy z Was mogli słyszeć ich utwory w reklamach, serialach (ze trzy linijki by mi zeszło, jakbym zaczęła wyliczać), grach komputerowych i filmach. 


Jak na razie możemy się zasłuchiwać w trzech albumach Anglików. Ciekawie brzmiące gitary, perkusja przypominająca przemarsz wojsk, świetnie wpasowane smyczki, to tylko niektóre z moich ulubionych elementów, jakie stosuje The Heavy w swoich utworach. Lubię po prostu jak ktoś nie boi się użyć więcej instrumentów niż dwa czy trzy. Koniec gadania, czas na słuchanie! Zacznijmy od piosenki z genialnym intro, po którym następuje genialny rytm. 


Nie ma co się rozpisywać z kawalkiem "How You Like Me Now", bo odczucia podobne jak z utworem powyżej. Dodać mogę jedynie - kocham trąbki! 


Wcześniejsze kawałki pochodziły z płyty The House That Dirt Built,  natomiast na deser mam dla Was coś wolniejszego, z ostatniego albumu. Jak widać i tutaj Anglicy ukradli różdżkę od Harrego Pottera i stworzyli bardzo płynny kawałek, w który wsłuchuję się od ostatnich 10 minut... nie zapowiada się żebym jakoś szybko przestała.


wtorek, 20 maja 2014

Summerish pop vibe

Ciepło się zrobiło, więc i coś rytmicznego i lekkiego powinno się w słuchawkach znaleźć. Dlatego dziś proponuję zakosztować muzyki popularnej aka pop aka ulubiony gatunek muzyczny większości stacji radiowych. Pop chyba najłatwiej wpada w ucho...cóż nie moje, ale jestem wyrozumiałym człowiekiem (chyba ;D). Na co dzień pop wydaje mi się zbyt słodki, a w końcu powinnam unikać cukru, więc wolę sobie dodatkowo nie słodzić. Jednak przy ładnej pogodzie, człowiek cieszy się słońcem, ma ochotę spędzać czas na świeżym powietrzu (krakowski smog pozdrawia wszystkich czytających ten post), więc nawet jakaś wesoła pop'owa melodyjka w głośnikach nie zaszkodzi. Nie przedłużając, dziś posłuchamy amerykańskiego muzyka o kubańskich korzeniach, czyli Cris Cab.
Powiedziałam muzyka pop, a tak naprawdę mamy tutaj do czynienia z fusion, bo w muzyce jaką tworzy Cris, przeplatają się elementy zarówno soulu, jak i reggae. Na początek, żebyście się wczuli, proponuję kawałek "Loves Me Not" z najnowszego albumu Crisa.


Cris w wieku pięciu lat ubłagał rodziców i dostał swoją pierwszą gitarę. Trochę wstyd się przyznać, ale ja w wieku pięciu lat mogłam jedynie się pochwalić talentem, jakim było rozbrajanie ludzi uśmiechem... cóż. Dziesięć lat później, Cris miał pierwszą sesję w studiu nagraniowym. Pierwszych demo słuchał sam Pharrell Williams, jednak podobno to jeszcze nie było to. Minęło parę lat i Cris zaraził ludzi swoim optymizmem. Stworzył sporo coverów, które przykuły uwagę publiki. Również ponowne spotkanie z Williamsem okazało się bardziej owocne. Obecnie 21-letni Cris nagrał piosenki m.in z Wyclef Jean, Big Sean, Mike Posner czy z wcześniej wspomnianym Williamsem. Ich wspólny utwór "Liar Liar" z 2013 roku, jest przyjemny, pachnie latem i z łatwością wpada w ucho.


A na deser cover, bo dawno żadnych nie było. Jedna z najbardziej wakacyjnych piosenek, czyli "Pumped Up Kicks" w trochę innej aranżacji, ale wciąż bardzo optymistycznej, z nutą soulu i reggae w powietrzu. A teraz słuchawki na uszy i na spacer. No już, już! ( chyba, że czytacie tego posta o 3 w nocy, wtedy nie musicie ;)).

środa, 12 lutego 2014

Południe USA w stylu retro

Południowy rock połączony z soulem, czyli śpiewanie tego co leży nam na duszy - tak właśnie by można opisać Alabama Shakes. Mam nadzieję, że nie muszę pisać z jakiej części USA pochodzą ;)

Album Boys & Girls sprawia, iż mam ochotę wsiąść do pickupa i jechać w nieznane po równych i pustych drogach południowych Stanów... ale może to tylko ja? Najlepiej sami posłuchajcie płyty w linku poniżej i dajcie mi znać czy ktoś chce jechać ze mną.
Alabama Shakes (bandcamp)

Trzeba przyznać, że Alabama Shakes tworzą niesamowitą muzykę, pełną emocji, przepojoną wręcz amerykańskością, która trafia w każdy nerw naszego ciała, natomiast sami członkowie zespołu są jak najbardziej normalnymi obywatelami USA, których po prostu zaskoczyła kariera muzyków. Większość demo została nagrana w 2011 roku kiedy to Brittany, Steve, Zac & Heath wykonywali swoje dotychczasowe zawody. Przykładowo, perkusista Steve pracował w elektrowni atomowej, a wokalistka Brittany Howard, mieszkała w przyczepie gdzieś na skraju lasu, a z zawodu była listonoszką. (Z ciekawostek mogę dodać, że Brittany będąc nastolatką, śpiewała w zespole punkowym... cóż, wykrzyczała się, a teraz ma kuszącą barwę głosu ;))



Jedno demo sprawiło, że świat Alabama Shakes obrócił się o 180 stopni. Zagrali jako support na CMJ Festival w Nowym Jorku, a po powrocie spotkała ich słodko-gorzka niespodzianka - prawie milion fanów na Facebooku oraz wypowiedzenia z pracy... Ale w końcu, im bardziej oryginalna i interesująca biografia zespołu, tym lepiej! 


Bless my heart/ Bless my soul/ Didn't think I'd make it to 22 years old



niedziela, 19 stycznia 2014

Pop przesiąknięty soul'em

Wiele muzycznych magazynów wymienia Johna Newmana jako obowiązkowego artystę, którego należy/ powinno się/ trzeba zobaczyć live w 2014 roku. Prawdę mówiąc, podpisuję się pod tym i z chęcią bym się przeszła na jego koncert. John jest młody i niesamowicie utalentowany, a jego rytmiczne, popowe kawałki, naprawdę z łatwością wpadają w ucho.

John Newman, urodził się w 1990 roku w Anglii, dlatego też automatycznie trafia na moją listę 'Młodzi, a zdolni'. John jest na dodatek ambitny i zaangażowany w to co robi. Sam bowiem pisze teksty swoich piosenek, tworzy ich remiksy, pisze scenariusze teledysków, a nawet projektuje własne ubrania. 

Początku jego kariery należy się doszukiwać we współpracy z Rudimental. Nagrali razem dwa utwory "Feel the love" oraz "Not giving in". Ten pierwszy dość szybko stał się numerem #1 na brytyjskich listach przebojów. 

Newman jest właścicielem naprawdę bogatego głosu. Tworzy głównie utwory pop'owe, a jednak potrafi dodać niesamowite soulowe brzmienia, które sprawiają, że jego muzyka staje się oryginalna (porównując z tym, co obecnie możemy znaleźć na rynku muzycznym). Słuchając "Stay the night" naprawdę czuję się jakbym powróciła do lat 60-tych. Ten kawałek jest wręcz przesiąknięty soulem! (Ktoś chciał chyba brzmieć jak Otis Redding i chyba temu komuś się udało ;))


W październiku 2013 roku Brytyjczyk wydał swoją pierwszą płytę Tribute. Znajduje się na niej mnóstwo popowo-soulowych utworów, wliczając bardzo rytmiczny singiel "Love me again" oraz "Cheating". To co cieszy mnie najbardziej to fakt, iż John świetnie brzmi na żywo...a jak wiemy, różnie z tym bywa. Także, wracając do słów rozpoczynających ten post. Tak, John Newman zdecydowanie trafia na moją listę 'must seen live', więc jakby ktoś szukał towarzystwa na koncert, to polecam się. :D






wtorek, 24 grudnia 2013

Time for some blues & soul


Ho ho ho świąteczny post!
Domyślam się, że większość z Was ledwo może się podnieść do pozycji wertykalnej, i naprawdę to rozumiem, ale wierzę w umiejętności Waszych palców *scroll scroll* ...więc ...może przeczytajcie jednym okiem, posłuchajcie dwoma uszami i wróćcie do jedzenia? ;D


Doszłam do wniosku, że odrobina staroci Wam nie zaszkodzi. Osobiście uważam, że klimat lat 50-tych czy 60-tych idealnie wpasowuje się do okresu świątecznego. Piosenki tematycznie nie są związane z Bożym Narodzeniem, ale chyba miło jest dla odmiany posłuchać czegoś w stylu retro, prawda? ;)


Odsłona numer jeden: lata 50-te i urban blues w wykonaniu Willie Mae "big mama" Thornton. Piosenkę "Hound dog" bardziej możecie kojarzyć w wykonaniu Elvisa Presleya, jednak pierwotnie piosenka była zaśpiewana właśnie przez Big Mama Thornton. Gdy po raz pierwszy usłyszałam wersję utworu w jej wykonaniu, moja reakcja wyglądała mniej więcej tak: "wooow, jaki głos!". Osobiście preferuję piosenkę w wykonaniu na żywo, niestety jakość dźwięku do najlepszych nie należy.


Teraz odrobina muzyki z duszą, czyli soul w wykonaniu Otisa Reddinga. Jako, że jestem po uszy zakochana w barwie głosu Otisa, tego jak śpiewa i o czym śpiewa...to aż strach pomyśleć co by było gdybym żyła w latach 60-tych :D. I tak o to właśnie, przez dobre 20 minut zastanawiałam się, którą piosenkę zapostować. Ostatecznie zdecydowałam się na "For your precious love", bo wydaję mi się, że nie słyszałam piękniejszej piosenki o miłości... w sumie to jestem pewna^^. A miłość na święta to najlepszy prezent... także dużo radości, miejsca w żołądku na kolejne dni świętowania i kisski od Otisa & Dżoany :)