Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gitara akustyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gitara akustyczna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 kwietnia 2014

Emocjonalna czasoprzestrzeń

Są tacy artyści, którzy samym swoim głosem, potrafią wywołać ciarki na moim ciele. Jeśli są złośliwi, to dodadzą jeszcze emocjonalne skrzypce, smutny fortepian czy zgrzytającą gitarę, co podwoi gęsią skórkę (i zamieni mnie w jedną wielką ciarkę). Co więcej, jeśli taka mieszanka odsłuchana jest przy zgaszonym świetle, wtedy wkraczamy w zupełnie inną czasoprzestrzeń. Czasoprzestrzeń, w której jesteśmy sam na sam z muzyką i nie przeszkadza nam fakt, że nie widać znaczka kierującego do wyjścia ewakuacyjnego. To wszystko zasponsorowała mi, pochodząca z Teksasu, - Sarah Jaffe. 

Gitara akustyczna wpadła w ręce Sarah, gdy była nastolatką. Tworzyła wtedy swoje pierwsze, muzyczne eksperymenty, które ostatecznie przeobraziły się w dorodne utwory. 

Na początek, piosenka o tytule, który skradł moje serce, czyli "A sucker for your marketing". Kolejny raz obrabowano mnie, gdy zobaczyłam wykonanie live (znaczy na YouTube, w rzeczywistości okazji jeszcze nie miałam). Równa perkusja, dużo basu, przyjemny fortepian, wykorzystanie skrzypiec na dwa sposoby - jako "bas", grany palcami, a nie smyczkiem (ok. 0:50) oraz w wersji naturalnej, gdzie ich brzmienie idealnie wpasowuje się do całości. To wszystko zwieńcza doskonały wokal, który przy wykonywaniu 'ooho' przypomina mi głos Florence Welch. Posłuchajcie i pooglądajcie sami. 


Pierwszą piosenką Sarah jaką usłyszałam, było "Pretender" (jakby kogoś to zastanawiało, to tak, zawsze pamiętam jaką piosenkę, danego artysty, usłyszałam pierwszą). Ten kawałek ma cudownie mroczną melodię, dlatego zalecam go dorzucić do wieczornej playlisty.


Na zakończenie, smutno-piękna historia, zaśpiewana szepczącym głosem, ze skrzypiącym akustykiem w tle i refrenem pełnym emocji. Idę teraz zabłądzić w czasoprzestrzeni. 


poniedziałek, 17 lutego 2014

Dziewczyna z gitarą

To co najbardziej mi się podoba w Liz Lawrence to skromność jaka od niej emanuje. Piosenki zawierają przeważnie dwa elementy: głos Liz oraz gitarę, czy inny strunowy instrument. Podobnie jest z teledyskami, które również są przesycone normalnością i zwykle pokazują Liz grającą na gitarze. Przyznaję, ta prostota mnie urzekła w stu procentach. Liz jest przykładem osoby, która niewątpliwie potrafi przedstawić muzykę akustyczną w pięknym świetle, nie niszcząc jej zwyczajności. Wydaję mi się, że te proste melodie idealnie pasują do wieczornego wygrzewania się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty :) 

Liz - buntownicza nastolatka? Na to wygląda ;) W ostatnim poście wspominałam, iż wokalistka z Alabama Shakes rozpoczynała swoją karierę muzyczną z zespołami punkowymi, podobnie zaczynała również Liz. Jako nastolatka grywała bowiem na gitarze w zespołach punkowych, a także w zespołach grających muzykę z gatunku ska (dla wyjaśnienia, ska to gatunek muzyczny, którego główną cechą jest szybkie tempo, o resztę możecie dopytać wujka Google). Jednak gdy Liz sięgnęła po mikrofon, rozpoczął się zupełnie nowy etap w jej życiu, który związany jest, tu Was zaskoczę, z zupełnie innym stylem muzycznym ;D. Styl ten jest skromny i spokojny, a melodie są urokliwe i śpiewane od serca. W dorobku Liz znajdziemy album Bedroom hero (2010) oraz EP-kę live from No. 82, a w tym roku powstanie kolejna EP-ka Health & Safety, której zapowiedź możecie posłuchać pod tym linkiem Health & Safety.

Piosenka "Oo song" sama w sobie jest słodka, a poziom cukru podwyższa przecudne ukulele.


Jeśli chodzi o inne utwory Liz, to polecam akustyczną wersję Don't You Dare z Mahogany Session oraz I'd rather (w wideo z naturalnym szumem rzeki i ulicy w tle). Natomiast, jeśli chodzi o kolaborację, to bez dwóch zdań moje serce zdobyła piosenka "Sons & Daughters" wykonana razem z Allmanem Brown'em... aż się rozmarzyłam... idę po koc i herbatę :)


sobota, 23 listopada 2013

Melancholia na weekend


Porcja muzyki na dziś to indie w wersji folk. Pewnie niektórzy z Was kojarzą artystów takich jak Damien Rice, Bon Iver czy James Vincent McMorrow. Jeśli lubicie od czasu do czasu posłuchać wolniejszych kawałków, często sentymentalnych, którym prawie zawsze towarzyszy gitara, to polecam także twórczość Alexi Murdocha. 


Prawdopodobnie wielu z Was nieświadomie spotkała się z jego muzyką, gdyż wiele jego utworów było użytych w soundtrackach do filmów czy seriali (Życie na fali, Skazany na śmierć, Chirurdzy, Dr House, Pamiętniki wampirów, Bez śladu). 




Murdoch urodził się w Wielkiej Brytanii, studiował w Stanach Zjednoczonych, a obecnie mieszka w Niemczech. Od początku kariery jego muzyka była przesiąknięta melancholią oraz wpływami lo-fi. 
Lo-fi to sposób nagrywania muzyki, cechujący się niską jakością nagrań, spowodowany brakiem środków finansowych lub stosowany w celach artystycznych do uzyskania oryginalnego brzmienia odrębnego od mainstreamowego.



Czym charakteryzuje się muzyka Alexi Murdocha? Przede wszystkim nierzucającą się w oczy gitarą akustyczną, relaksującą melodią, a także łagodnym i czułym wokalem. Wydany w 2006 roku album pt. Time Without Consequence to jedenaście doskonale skomponowanych utworów. Prawie 60 minut aksamitnych dźwięków wręcz idealnych na chłodne, jesienne wieczory. 




"Orange Sky" - jedna z najbardziej rozpoznawalnych piosenek Murdocha; tutaj w wykonaniu live