Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rap. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rap. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2014

Relax, take it Eazy

Dzisiaj mam dla Was odrobinę białego hip-hopu. Posiadaczem dość zobowiązującego przydomka "James Dean of rap" jest, pochodzący z Kalifornii, Gerald Earl Gillum, znany jako G-Eazy i to właśnie o nim powiem Wam słów kilka. Postaram się za bardzo nie rozpisywać (w prawdzie zawsze jak tak powiem, to wychodzi mi tasiemcowej długości post, cóz... zobaczymy).


G-Eazy już od wczesnych lat interesował się muzyką. Na studiach był członkiem zespołu Bay Boyz i też w tamtym czasie wypuścił swój pierwszy album The Epidemic LP (2009). W sumie jak na tak młodego wykonawcę (Gerald ma 25 lat), dorobek trzech płyt w przeciągu 5 lat naprawdę imponuje. O G-Eazy zrobiło się głośno, gdy świat usłyszał piosenkę "Runaround Sue" (tak, był taki przebój w latach 60-tych). Cała zabawa polega na tym, że G-Eazy połączył pop'owy oryginał z rapem. Trzeba przynać, efekt jest interesujący. 

"Far Alone" na chwilę obecną jest moim ulubionym kawałkiem przystojniaka z USA. Chwytliwy, letni beat w tle, specyficzny styl rapowania G-Eazy i doskonale wpleciony wokal Jay Ant.


Ciekawe jest również to, że mało która piosenka jest wykonywana tylko przez G-Eazy. Tak na oko humanisty powiedziałabym, że 95% jego utworów jest kolaboracją z artystami zarówno wielkiego kalibru, jak i tymi mniej znanymi (przynajmniej ja o nich jeszcze nie słyszałam). 
To co najbardziej podoba mi się w muzycę, którą tworzy G-Eazy, jest oprawa wokół wokalu. Wyważone beaty, przeplatająca się elektronika, a przede wszystkim to, że piosenki są od siebie różne. Przykładem może być utwór "Let's Get Lost" ft. Dewon Baldwin z przewijającym się słodkim, żeńskim głosem, czy mocniejszy i mroczniejszy "Lotta That" ft. A$AP Ferg i Danny Seth.  PS. Dla fanów teledysków polecam "Almost Famous" i "I Mean It" ft. Remo.




wtorek, 1 kwietnia 2014

Keta na szyi i $$

Moi Drodzy, wkraczamy na wyższy etap. Będzie rap & będzie metal (naprawdę nie wiem jak to się stało, że to tej pory nie napisałam nic o hip-hopie czy o czymś mocniejszym). Może i jest prima aprilis, ale to nie żart ;) Zaczynamy już dziś! 

Nowy Jork, a dokładnie jego dzielnica Brooklyn, (Brklyn, yo!) to takie miejsce, gdzie rap'u jest od groma. Nowi artyści wyrastają szybciej, niż grzyby po deszczu, ale oczywiście nie każdemu udaje się wybić. Joey Bada$$ ma zaledwie 19 lat, dlatego bez dwóch zdań, dodaję mu hashtag "młodzi, a zdolni".

Slang to kolejny nieodłączny element rapu, jakby ktoś nie zauważył, to nawet ja go użyłam w tytule tego wpisu. Jak mnie nauczyli moi znajomi ze Śląska, keta to po prostu złoty łańcuch, yo. W prawdzie, gdy oglądałam parę teledysków Joey'a, to jakoś tego złota było mało (pewnie, niedługo się dorobi takiego 5-kilowego). Wybaczcie to moje 'yo', ale nie potrafię się oprzeć. Następne wpisy o hip-hopie będą bardziej cywilizowane.

Joey, a dokładnie Jo-Vaughn Virginie Scott, wychował się właśnie na nowojorskim Brooklynie. To co osobiście mi się najbardziej podoba u Bada$$'a to to, że nie wszystkie jego utwory są przesiąknięte miastem. Chodzi mi o takie ciężkie rapsy, w których niestety zupełnie nie zwraca się uwagi na melodię. Oczywiście, przekaz ma być najważniejszy, jednak o wiele lepiej wpada w ucho kawałek z dobrym beatem, prawda? Dlatego, jeśli ktoś ma ochotę się trochę pogibać niczym gibon, to polecam utwór "My Yout", który dzięki chwytliwemu rytmowi na pewno znajdzie się na mojej letniej playliście.


Jak na przedstawiciela młodego pokolenia, to Bada$$ nagrał dość sporo piosenek. W tym roku ukaże się również jego kolejny album zatytułowany B4.Da.$$. A na zakończenie postu, mam dla was jeszcze jeden singiel Joey'a, czyli "95 til infinity", yo!



sobota, 14 grudnia 2013

Ach Szwajcario!

Nie po raz pierwszy mam do czynienia z zespołem, który nie doczekał się jeszcze swojej własnej strony na Wikipedii... Mowa bowiem o szwajcarskim zespole Kadebostany.


Mówiąc szczerze mam gdzieś to co krytycy myślą na temat albumu Pop Collection (o ile w ogóle o nim słyszeli), ja jestem zachwycona i ode mnie spokojnie dostają 9/10. Jak dla mnie jest to jedna z najlepszych płyt powstałych w 2013 roku. Oczywiście jest ona niedostępna w polskich salonach muzycznych... eh jak miło & eh jaka nowość :/). Płyta posiada niesamowity klimat, jest i pop, jest i rap, jest i elektronika... a momentami mam wrażenie, że jest nawet Adele (to odnośnie intro do utworu "Walking with a ghost" oraz piosenki "Goodbye").
PS. Od razu wyjaśniam, że nie mam nic do Adele, głos ma świetny, a radio po prostu ... killing me softly with his song...w tym wypadku her song.


Dzięki Bandcamp (muzyczny sklep internetowy, a także platforma do promocji przeznaczona głównie dla artystów niezależnych) możemy posłuchać całego albumu Kadebostany! A dokładnie mówiąc, możemy posłuchać albumu i się w nim zakochać. Wystarczy kliknąć na odnośnik -> album Pop Collection <- i przenieść się do świata muzyki. Ach Szwajcario! wybaczam Ci wszystkie dziury w serze.

Nie byłabym sobą gdybym nie sprawdziła czy Kadebostany nagrali jakiś cover. Tadam! Beyoncé. Dość wysoka poprzeczka jak na zespół, o którym wie znikoma liczba społeczeństwa. Według mnie podołali!


Jeśli macie ochotę i czas (z tym bywa różnie) to zachęcam do obejrzenia fragmentów z koncertów czy sesji akustycznych. Trzeba przyznać, że Kadebostany mają genialny image. W końcu nie każdy zespół występuje w mundurach.