czwartek, 16 stycznia 2014

Cover part 3. - slow motion

Dzisiejsze hasło posta to: wietrzenie szafy aka stare kawałki w nowej odsłonie. Obstawiam, albo chociaż mam nadzieję, że część z Was kojarzy australijskie rodzeństwo Stone - Angusa & Julie. (Tak, to oni wylansowali przebój "Big jet plane"). Folkowe, często melancholijne oraz akustyczne piosenki to zdecydowanie ich numery popisowe. I właśnie w takiej tonacji są utrzymane covery jakie zamierzam Wam zaprezentować. 

Na pierwszy ogień, piosenka z musicalu Grease (1978) z Johnem Travoltą i Olivią Newton-John w rolach głównych. "You're the One That I Want" kojarzona raczej jako wesoła, skoczna piosenka, której układ taneczny podświadomie wykonuje się w głowie, zamieniona przez Angusa i Julie... w raczej powolną, słodką, romantyczną piosenką, a przy wysokich dźwiękach, aż dreszcze przechodzą! 
-> oryginał z filmu Grease "You're the one that I want"


Istnieje jeszcze jedno nagranie tego coveru, jednak jest ono jeszcze wolniejsze i smutniejsze. Jeśli nie macie skłonności depresyjnych to zachęcam to przesłuchania wersja nr 2 "You're the one that I want" (cover).

Kiedy Grease wchodziło na ekrany, na świat przyszła utalentowana Kanadyjka - Nelly Furtado (takie tam nieświadome podkreślenie narodowość ;)). "Say it right" przebój z 2006 roku wałkowany dość długo przez większość radiostacji. Zapewne pamiętacie ten kawałek, a może nawet zdążył się on Wam znudzić, dlatego proponuję nową wersję tego utworu. Beaty zamieniono na bębenki, dodano oczywiście gitarę akustyczną i jeszcze spowolniono tempo. Jak dla mnie efekt końcowy - zaskakujący.
 -> oryginał "Say it right"



niedziela, 12 stycznia 2014

Pozostając w ukryciu...

Pora sięgnąć do korzeni, a raczej korzonków bo BOKKA to młoda polska formacja powstała w 2013 roku. Owiany tajemnicą zespół w ciągu zaledwie paru miesięcy zdążył zostać doceniony przez zagraniczne media i magazyny muzyczne. Dlaczego owiany tajemnicą? Mianowicie BOKKA ukrywa swoją tożsamość sceniczną. Nie ważne ile godzin spędzilibyście szukając informacji o członkach zespołu w Google, prawdopodobnie i tak byście nic nie znaleźli, nawet jednego zdjęcia, jednego nazwiska (no chyba, że są to wasi znajomi;)). Artyści tłumaczą, iż pozostanie zespołem incognito jest zabiegiem, który ma za zadanie zwiększyć skupienie odbiorcy na muzyce. Co ciekawe, również podczas pierwszego występu twarze artystów były zasłonięte...także pewnie nie było co liczyć na zdjęcie z wokalistką ;D. 


Muszę przyznać, że ta tajemniczość wykreowana przez BOKKę jedynie zwiększa moją ciekawość i z pewnością rozważę pojawienie się na ich warszawskim koncercie w marcu. Osoby wybierające się na tegoroczną edycję festiwalu Open'er, również będą mieli okazję posłuchać tego alternatywnego, elektronicznego, dream-pop'owego zespołu. 

Nie ma co tu dużo mówić, "Town of strangers" to po prostu mistrzostwo.


Ale to nie koniec ciekawostek na dziś. BOKKA w swoich piosenkach często stosuje dość... niespotykane instrumenty. W utworach możemy usłyszeć różne naturalne dźwięki jak potrząsanie butelki z wodą czy na przykład dzwonek telefonu w kawałku "K&B" - więc nie zdziwcie się, że 'coś dzwoni' ;)


PS Z ogłoszeń parafialnych dla zainteresowanych:
- debiutancki album zespołu jest już dostępny w sklepach
- zachęcam zaglądać od czasu do czasu na oficjalny fan page zespołu na Facebooku (BOKKA - facebook), gdyż BOKKA są w trakcie ogłaszania trasy na rok 2014 

środa, 8 stycznia 2014

Beast of America, czyli muzyka z pazurem


Pozostajemy w USA, lecz zmieniamy stan, ba zmieniamy wybrzeże! Dziś ocean & plaża, czyli Kalifornia! (jak tak dalej pójdzie, to nauczę Was mapy Stanów hah!) Znowu będzie rockowo, ale tym razem z przytupem - Nico Vega. Jeśli byliście w potrzebie porządnej dawki energii, to trafiliście idealnie. 

Charakterystyczny głos wokalistki, któremu często w mocniejszych kawałkach towarzyszy chrypka, zdecydowanie dodaje utworom pazura! Power, który emanuje z piosenek, aż prosi się o wykorzystanie. Nie namawiam tutaj to rozwalania mieszkania, czy robienia kolejnej parodii utworu Miley Cyrus "Wrecking ball", po prostu dobrze jest mieć kawałek, przy którym można się wyładować lub który nas zmotywuje to zrobienia jakiś niesamowitych rzeczy. Z tego całego podekscytowania dziś będą trzy piosenki ;D 

Numero uno, piosenka z cyklu: trzeba gdzieś wyładować swoją wściekłość, czyli "Fury oh fury". Możecie na przykład podjąć się zrobienia obiadu, w tym celu weźcie tłuczek w swoje ręce i zróbcie sobie schabowe z niezłym muzycznym podkładem. 


A teraz czas na nowy hymn Ameryki - "Beast". Zarówno oryginalna wersja jak i wersja akustyczna są perfekcyjne. Niby jest to ten sam utwór, zaśpiewany przez ten sam zespół, a jednak jak dla mnie są to dwie różne piosenki. Sami posłuchajcie :) 



oraz link do akustycznej wersji -> "Beast" wersja akustyczna

Na koniec piosenka "Easier", której pierwsze dźwięki przypominają mi serial "Przyjaciele". Był to również pierwszy kawałek Nico Vega jaki usłyszałam. Mówiąc szczerze, dopiero po drugim przesłuchaniu całkowicie się zakochałam... zwłaszcza w refrenie, który idealnie wpasowuje się w okres przedsesyjny, a także może posłużyć jako dobre motto dla osób zmagających się z jakimikolwiek problemami. 
Brace yourself it's gonna get easier...



sobota, 4 stycznia 2014

Eksperymenty z Hoboken

Yo La Tengo to amerykański zespół z Hoboken (New Jersey), który powstał w 1984 roku. Dorobek na chwile obecną to trzynaście albumów studyjnych!, więc mogłoby się wydawać, że Yo La Tengo są dość znani, jednak nadal nie znam wielu ludzi, którzy w ogóle o tym zespole słyszało. Może właśnie dlatego zdecydowałam się o nich napisać... W sumie takie moje zadanie - powiększać Waszą wiedzę muzyczną, wliczając zespoły 'dziwne, dziwniejsze, yyyyy, mało znane, znane tylko Dżoanie' itd. ;)


Oczywiście nie przesłuchałam wszystkich albumów Yo La Tengo, ale mogę zapewnić, że mają parę dobrych kawałków. Czasami jest melancholijnie jak w przypadku "Tears are in your eyes". Delikatna perkusja, powolna gitara, spokojny wokal - wszystko idealnie się razem komponuje. Polecam słuchać wieczorami. 


Niekiedy jest bardziej eksperymentalnie, w końcu Yo La Tengo tworzy utwory indie rockowe, dream pop'owe czy właśnie z gatunku rocka eksperymentalnego, który słynie z innowacyjnego użycia instrumentów i elementów rytmicznych. I tak o to możemy doświadczyć elektroniki pomieszanej z instrumentami smyczkowymi w utworze "Here to fall" czy afrykańskie(?) bębny w refrenie "Autumn sweater" .


PS Na albumie And Then Nothing Turned Itself Inside-Out (2000) znajduje się najwięcej moich ulubionych utworów. Oprócz "Tears are in your arms" polecam również psychodeliczny kawałek "Everyday", a także "You can have it all"'(tego to nawet Jared Followill z Kings of Leon słucha ;D)